Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sue. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sue. Pokaż wszystkie posty

23 maja 2013

Siódmy

Sue
   Tick Tock Tick Tock... Czas dłużył mi się niemiłosiernie, zresztą jak zawsze w restauracji koło godziny 10. Większość tego typu lokali jest jeszcze zamknięta, ale nie... Anthony Swann postanowił dodać do menu śniadania, i od dwóch miesięcy musimy być w pracy od rana. Jeszcze ten chłoptaś, który zastępuje Iana. Siostrzeniec pani Elizabeth. Romeo. Aż się rzygać chce. Zarywa do każdej osoby przeciwnej płci. Jak ja nie lubię takiego zachowania! Znam go dwa dni, i już chętnie bym go udusiła! To się nazywa wspaniałe podejście do ludzi! Dobrze, że Ian i Diana wracają jutro. Z tego co mi powiedział, dziś będzie odczytywany testament państwa Dixon. Z tego powodu rodzeństwo strasznie się denerwuje, więc przez jakąś godzinę rozmawialiśmy o wszystkim, byle by zapomnieli o ostatnich wydarzeniach. Śmialiśmy się, żartowaliśmy, plotkowaliśmy... Zachowywaliśmy się jakby nic sienie stało. Niestety ja musiałam iść do pracy, a oni  też  musieli już wychodzić.
  Zbliżała się godzina 11, a ja wciąż się nudziłam. Rozważałam już pójście do Romea, gdy drzwi się otworzyły i do sali wpadło stado szympansów. na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Całe The Wanted zajęło jeden z największych stolików. Wzięłam 5 kart dań i skierowałam się w ich stronę. 
- Witam. -uśmiechnęłam się najładniej jak mogłam i podałam 4 zaskoczonym chłopcom menu.
- Sue?! Co Ty tu robisz? -pierwszy otrząsną się Jay. Nathan, który jako jedyny wiedział, ze tu pracuje, wyglądał na bardzo zaciekawionego tym co oferuje restauracja.
- I w dodatku w stroju kelnerki. -dodał Tom. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
- Pracuje tu.
- Naprawdę?! -Siva chyba nie uwierzył w to co powiedziałam. Chociaż, chyba, trudno byłoby sienie domyślić.
- Nie. Na niby. -przewróciłam oczami.
- To tak się da? - zamyślił się Parker. Max szturchną go w ramię. - Co?!
- Nie udawaj głupiego. - łysy spojrzał na niego z ukosa. Nathan i ja już nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy się śmiać.
- Dobra, to co zamawiacie? - powiedziałam kiedy w końcu się trochę uspokoiłam. Chłopcy dopiero teraz spojrzeli na karty dań. Wywróciłam oczami i przyglądałam im się przez jakieś dwie minuty. Kiedy w końcu przyjęłam zamówienie skierowałam się do kuchni, aby Romeo wiedział co ma zrobić.
- A któż to przyszedł. - brunet z włosami postawionymi do góry niczym Zayn Malik uśmiechnął się do mnie pokazując białe zęby. -Sue Moore. Dziewczyna piękna jak anioł.
- Przestań. -posłałam mu złowieszcze spojrzenie z nadzieją, że wreszcie się ode mnie odczepi.- Tylko się nie obijaj. -dodałam podając mu kartkę z zapisanym zamówieniem.
- Oczywiście księżniczko. -chłopak puścił do mnie tak zwane oczko, a mi się cofnęło. Jejciu... Co za palant. Wróciłam za ladę i zajęłam się swoimi sprawami. Wycieranie blatu, czyszczenie szklanek itd. Chłopcy co jakiś czas spoglądali w moją stronę. Nathan najczęściej. Gdy ich zamówienie było już gotowe zaniosłam dania do ich stolika.
- Sue, usiądziesz z nami? -zapytał Max kładąc swoją dłoń na mojej.
- Jestem w pracy. Ale jak chcecie, to możecie się zabrać dziś ze mną do kina. Diana i Ian załatwiają sprawy związane ze śmiercią ich rodziców, a sama nie chcę iść. - zaproponowałam. Już wcześniej myślałam nad tym, aby ich zaprosić, ale nie wiedziałam jak. Jestem dziwna. Chłopcy spojrzeli po sobie.
- Jasne, czemu nie. -odpowiedział mi uśmiechnięty Nathan.

~*~

  Zbliżała się godzina 19. Chłopcy mieli być w pół do ósmej, czyli mam jeszcze trochę czasu na przygotowanie się. Przez telefon ustaliliśmy, że jedziemy na Iron Mana 3. Zawsze lubiłam tego typu filmy. No i kolejny plus tej produkcji, to Robert Downey Jr. Uwielbiam tego aktora. 
Stylizacja Julia  Spojrzałam na zegarek, trzeci raz podczas jednej minuty, i dopiero teraz zapamiętałam która jest dokładnie godzina.19:56. Myśl Sue, myśl, co jeszcze musisz zrobić.Wzięłam przykład z Kubusia Puchatka i palcem wskazującym zaczęłam lekko uderzać w skroń, powtarzając przy tym myśl, myśl, myśl. O dziwo zadziałało. Przypomniałam sobie, ze miałam jeszcze wstawić płukanie. Skierowałam się do przedpokoju. Ponieważ, jak już kiedyś wspinałam, nasze mieszkanie nie jest ogromne pralka stoi w szafie w przedpokoju. Nie dość, że mamy więcej miejsca, to jeszcze jej tak bardzo nie słychać. Wlałam niebieski płyn do komory i nastawiłam na 14. Korzystając z okazji, iż na drzwiach wisi lustro, sprawdziłam, czy wszystko z moim wyglądem jest w porządku. Biały sweter zsunął sie z jednego ramienia, ukazując pasek od czarnego stanika oraz w większym stopniu zakrywając krótkie, jeansowe spodenki z czarnym wzorem. Spojrzałam na moje stopy. Ciemne botki prezentowały się zaskakująco dobrze z resztą mojego dzisiejszego ubioru. Dłonią przeczesałam moje, jak zawsze rozpuszczone włosy. Dzisiejszej stylizacji uroku dodawał naszyjnik w kształcie serca z wzorem zebry, duża bransoletka w zebry oraz biały lakier na paznokciach. Wszystkie drobiazgi, które będą mi potrzebne schowałam do torebki na jedno ramię w grafitowym kolorze oraz z licznymi kieszeniami. Tak, zdecydowanie byłam już gotowa. 
  Mój wzrok już setny raz tego dnia, w celu sprawdzenia godziny powędrował na zegarek. To chyba niemożliwe, abym tak długo się przeglądała... O dziwo była już 20:25. Założyłam torebkę na ramię i wyszłam z mieszkania. Po zamknięciu drzwi na klucz i sprawdzeniu, czy przypadkiem nie są jeszcze otwarte, skierowałam się klatką schodową w dół. Gdy tylko przekroczyłam próg ogromnych drzwi, owiało mnie chłodne powietrze. 
  - Nie wiesz, ze to niebezpieczniej tak samej chodzić po mieście o tej godzinie? -usłyszałam nowo poznany, a już tak znienawidzony głos. Romeo. 
- Jakbyś nie zauważył, jest dopiero 20. -odpowiedziałam mu, a widząc jego uśmieszek dodałam. -Czekam na kogoś.
- Mogę Ci potowarzyszyć?  -zapytał stojąc zaledwie 20 centymetrów ode mnie. Położyłam moją dłoń na jego torsie, aby powstrzymać dalsze zbliżanie się.
- Nie dziękuje. Dam sobie radę. -posłałam mu sztuczny uśmiech. W duchu modliłam się, aby chłopcy już przyjechali. I chyba Bóg naprawdę mnie kocha, bo po koło nas stanął duży samochód. Jedne z drzwi się otworzyły i z pojazdu wysiadł Nathan.
- Coś się dzieje? -zapytał zbliżając się do mnie.Romeo chyba się go wystraszył, bo się odsunął.- Cześć Sue. - brunet dodał, tym razem zwracając sie do mnie. 
- Nic sie nie dzieje. Po prostu bałem sie o Sue i postanowiłem z nią na was poczekać. - odpowiedział siostrzeniec pani Swann. 
- Chodź Nath, bo się spóźnimy. -pociągnęłam chłopaka za rękę, aby zapobiec walce kogutów. Nie oszukujmy się, Nathan nie miałby szans. - Pa Romeo. -Rzuciłam na odchodne. 
  Gdy tylko zajęłam miejsce w aucie, chłopcy zaczęli mnie witać oraz śmiać się z Nathana. 
- Brawa dla tego pana! -krzyknął Tom ręką wskazując na Sykesa.- Oto obrońca roku! - po tym zdaniu wszyscy, oprócz Nathana, wybuchli śmiechem. 
- Dajcie spokój. - powiedział Nath. Był już taki czerwony ze złości, że gdy Tom i Max na niego spojrzeli, to wybuchli jeszcze większym śmiechem. 
- Ej! Zostawcie mojego Nathusia! -krzyknął Jay. I o dziwo tyko ja wybuchłam śmiechem. Jay zgromił mnie wzrokiem. 
- Nathusia?! -zapytałam robiąc minę "Are You Fucking Kidding Me?". 
- Sue, radze Ci przeprosić. -poradził Max. 
- Dokładnie, jak Jay się wkurzy, to lepiej zatrudnij policjanta do ochrony. -dodał Siva, który obejmował rolę tatuśka i prowadził samochód. 
- Ja się tam Jaya nie boję. -odpowiedziałam dumnie wypinając pierś. - Co on niby może mi zrobić? 
- On, na przykład, może zacząć Cie łaskotać, nasłać na Ciebie jaszczurkę lub obrzucić Skittlesami. -odpowiedział mi McGuiness. Po jego wypowiedzi wszyscy wybuchliśmy śmiechem.    
  Reszta drogi do kina minęła nam na rozmowie, śmiechu oraz śmiechu. Teraz przed nami tylko kilka godzin na sali kinowej. 


 *******************************************************************************
Kocham mamę,
i Ciebie Brigitko też. 
A tak na prawdę,
jestem gejem. 

Och, ta szkolna twórczość na krzesłach. ♥
Jak jej nie kochać? 
;) 

Co tam u was? Bo u mnie spoko... 
Rozdział pisało mi sie bardzo fajnie, ale długo...  
To zapewne zauważyłyście. 
Przepraszam, ze dziś, a nie w środę. 
Tylko to mi pozostało. :] 

A tak wgl, to 20 maja 1999r. na świat przybył pewien człek, 
który 20 maje, 
tego roku obchodził swoje 14 urodziny!
STO LAT GOSIU!!!!!!
 Dedykuje to coś, co wyjątkowo mi się strasznie podoba właśnie Tobie!
 Żebyś dalej pisała opowiadania i mówiła mi, co jest zadane! :D 

[człowiek, który wstawia więcej niż 3 "!" 
prawdopodobnie jest chory psychicznie.]

Musze was jeszcze poinformować, że czynnikiem, który spowodował opóźnienie rozdziału, test nowe opowiadanie. 
Na razie nie pisze, ale mam już pomysł. Chcę go jeszcze opracować, aby nie go nie zawieszać. 
Jak pojawi sie rozdział, to napisze, a teraz zapraszam do obserwatorów! 
Zapewniam, zę będzie to opowiadanieinne niż wszystkie. ;) 
Przynajmniej mam taką nadzieje. :D

Tak na miłe zakończenie. ;) 
Ja zlewam z tego non stop! 

Alice in Wonderland †

24 kwietnia 2013

Piąty

Sue

  Wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Co on sobie wyobraża?! Pan i władca się znalazł. Zła ruszyłam ulicami Londynu w kierunku domu, w którym obecnie mieszka całe TW. Ian zawsze był dal mnie jak mój starszy brat. Właście, BYŁ. Czas przeszły. Po tym co dziś odstawił, jest dla mnie jak nadopiekuńcza macoch, próbująca się ze mną zaprzyjaźnić. Co prawda nigdy nie miałam ojca, a co dopiero macochy, ale oglądałam już trochę seriali. Zanim się obejrzałam stałam już pod drzwiami mieszkania chłopaków. Odetchnęłam głęboko i zadzwoniłam dzwonkiem. Było strasznie cicho, jak na miejsce gdzie mieszka pięciu facetów. Zadzwoniłam znów. Znów nic. Sprawdziłam SMS od Natha. Adres się zgadzał. Zawahałam się przed naciśnięciem klamki, ale już minutę później wchodziłam do przedpokoju o ścianach w szarawym kolorze oraz panelach z ciemnego drewna. Pomieszczenie korytarz o długości jakiś 1,5 metra oświetlała długa lampa. Na ścinach wisiały zdjęcia i obrazy. Ponieważ fotografie przedstawiały chłopców byłam pewna, że trafiłam pod odpowiedni adres. Zamknęłam duże, ciemne drzwi i ruszyłam przed siebie. Po zrobieniu kilku kroków weszłam do przestronnego, wielofunkcyjnego pomieszczenia. Łączyło ono powiem przedpokój,
salon, kuchnie i jadalnię w jedno. Na środku części poświęconej wypoczynkowi stała duża, narożna, biała kanapa ustawiona po skosie względem ścian. Znajdowały się na niej trzy poduszki w odcieniach błękitu.Przy obu końcach sofy stały srebrne etażerki o szklanych blatach. Stały na nich lampy o białych abażurach, które idealnie komponowały się z resztą. Na frędzlowatym dywanie o dziwnym kolorze podchodzącym pod brąz, stał szklany stolik, a na nim wazon. Na ścianie po prawej z mojego punktu widzenia znajdowała się para drzwi, które dzięki temu, ze w większości zrobione były ze szkła, dostarczały pomieszczeniu bardzo dużo światła.Między nimi wisiała ozdoba kształtem przypominająca liść. Zapewne wychodziły na ogród.
Identyczne drzwi były na ścianie równoległej. Koło tej ściany stał także ciemny kredens oraz wisiały trzy obrazki.Salon od reszty pomieszczeń oddzielał kawałek ściany załączony białą kolumną oraz platforma, na której znajdowała się kuchnia i jadalnia.
- Halo? -powiedziałam dość głośno z nadzieją, ze ktoś się koło mnie pojawi, na przykład Nathan. Z niepokoję weszłam dalej w głąb pomieszczenia. Mogłam teraz ujrzeć także resztę parteru. Zaraz koło ścianki było kolejne drzwi prowadzące na zewnątrz. Na przeciwko nich zaś stał duży stów. Na ścianie, tak samo jak w przedpokoju, wisiała masa zdjęć. Na przeciwko drzwi, za stołem znajdował się aneks kuchenny. Wszystko zachowane w odcieniach szarości, bieli i ciemnego brązu. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu i podniósł. Zaczęłam krzyczeć i szarpać się. Niestety mój napastnik był zbyt silny.
- Mam intruza! Strasznie się wierci! - krzyczał znajomy głos. Mężczyzna, to chyba tej płci był mój porywacz, zaniósł mnie na górę i zamkną w łazience. Gdy tylko otrząsnęłam się z szoku, zaczęłam walić pięściami w drzwi.
- Wypuść mnie! Proszę! Co ja wam kurcze zrobiłam?! -ta sytuacja naprawdę zaczęła mnie denerwować.
- Co robisz w naszym domu?! -odezwał się oskarżycielsko kolejny głos, który kojarzyłam.
- Tylko mi nie mówcie, ze pomyliłam domy. -jęknęłam. Kiedyś dzięki takiej pomyłce poznałam Iana i Diane, ale mimo to, nie lubię takich sytuacji. - Nathan mnie zaprosił.
- Nathan? Nathan James Sykes? BabyNath? Nasz Nathan? Ten dzieciak? Maniak czapek? Tego z Gloucester? -jeden z właścicieli domu nie zamierzał skończyć zadawać pytań, gdyby nie drugi.
- Starczy Tom. nie wiem po co ja tu przywlokłeś, przecież to dziewczyna. Co by nam zrobiła?
- Ej! Ja to słysze! Możecie mnie wypuścić? -zapytałam z nadzieją, a drzwi sie tworzyły i znalazłam sie na korytarzu na piętrze. Przede mną stał Tom Parker we własnej osobie, a za nim chował się Max.
- Przepraszamy. Po prostu od tyłu wyglądasz strasznie. -powiedział Tom, za co dostał w głowę od Maxa.
- Teraz to "my"! A jak trzeba było pozmywać to "ty"! -oburzył sie łysol. Po chwili wyciągnął rękę w moją stronę. - Jestem Max, a ten tu to Tom. Miło poznać.
- Sue. Mi również.  -uśmiechnęłam się i uścisnęłam obu dłoń. -Nathan zaprosił mnie tu na obiad. Jeśli się nie mylę.
- Nie mylisz się. Gada o Tobie od dobrych kilkunastu godzin! Dziś wysprzątał całą chatę! Uwierz, musiał się chłopak napracować. Dopiero teraz miał chwile spokoju. Gdyby nie to, ze przyzwyczaił się do częstych hałasów, pewnie by Cie uratował. Przed chwilą zszedł na dół. Chyba powinnaś do niego dołączyć. Sie chłopaczyna zdziwi! -przemówił Tom, a mi po prostu chciało się śmiać. Dlaczego? Może dlatego, że Tom należy do tych osób, które gdziekolwiek się pojawią, aż promienieją ze szczęścia. Zaśmiałam się. -Dobra chodźmy, bo zgłodniałem.-chłopak chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę schodów, które pokonaliśmy w zaskakująco szybkim tempie. Już po byliśmy na dole. Schody w domu chłopców znajdowały się w kuchni. Nie powiem, według mnie to dziwne miejsce na schody, ale w tym przypadku wyglądało to uroczo. Nathan był odwrócony do nas tyłem. Chłopak podśpiewywał coś po nosem w trakcie przygotowywania dania.Za mną stanął Max.
- Nathan! Masz gościa! -krzykną łysol nad moim uchem tak głośno, ze aż zakryłam je ręką. -Przepraszam. -rzucił już szeptem. Nathan odwrócił się i gdy tylko mnie zobaczył szeroko się uśmiechnął.
- Sue. Dawno przyszłaś? -zapytał. Jejciu, jak on ślicznie wygląda. Jeszcze w tych czerwonych rurkach i białej bluzce w paski oraz z białą kieszonką na piersi.
- Jakiś czas temu. Dzwoniłam dzwonkiem, ale nikt nie reagował. -oznajmiłam podchodząc do Nathana. Oparłam się o blat.
- No tak, wczoraj zdarzył się pewien incydent i dzwonek nie działa. -powiedział pocierając nerwowo kark. Spojrzałam na niego z podniesioną brwią. - Chodź do jadalni. Za chwile podam obiad.
- A mogłabym pójść do łazienki? -zapytałam. Jejciu, nie lubię zadawać takich pytań. Zamiast Natha odpowiedział mi Max.
- Jasne, wiesz jak tam trafić. -zaśmiał się. Po chwili dołączył do niego Tom. Ja tylko uśmiechnęłam się pod nosem i wyminęłam ich w drodze do schodów. Po chwili znajdowałam się w ubikacji. Pomieszczenie utrzymane jest w odcieniach czerni i bieli. Podeszłam do dużego lustra i przejrzałam się w nim. Dziś ubrana jestem w czarne spodnie i tego samego koloru koszulkę z krótkim rękawem. Na to założyłam niebieską koszule. Na mojej szyi znajdował się naszyjnik w kształcie serca, a na nogach czarne trampki. Zrobiłam wszystko co miałam zrobić i wróciłam do chłopaków. Gdy zeszłam na dół przy stole siedziało i rozmawiało całe The Wanted. Podeszłam i zajęłam miejsce koło Nathana. Pewnie z ich punktu widzenia wyglądało do bardziej niż dziwnie. Jakaś dziewczyny, która pewnie gdyby mogła uciekłaby z krzykiem, przysiada się do nich bez słowa.
- Sue, to jest Jay i Siva. -powiedział Nathan z uśmiechem. Indianin i loczek uśmiechnęli się do mnie. Zapadła niezręczna cisza. Wszyscy zaczęliśmy jeść.
- Jak tam w pracy? Nie miałaś przeze mnie kłopotów? -zapytał Nathan.
- Wszystko dobrze. Co prawda Diana trochę się denerwowała, ale tak to dobrze. -odpowiedziałam.
- Boisz sie nas? -zapytał Siva.
- Nie, skądże. Ale wiesz... Dwoje z was dziś zamknęło mnie w łazience. A Ty mógłbyś być koszykarzem. -powiedziałam całkiem poważnie, a Max i Tom się zaśmiali. Chyba zrobili to tylko dlatego, ze widzą o co chodzi z łazienką.
- Zamknęli Cie? W łazience? -zapytał Jay wskazując na Tomaxa. Pokiwałam twierdząco głową.
- Myśleli, że jestem włamywaczem. -uśmiechnęłam się. Jay i Siva zaczęli się śmiać. Dołączyli do mnich Max i Tom. Ta krótka rozmowa zapoczątkowała dłuższą, która trwała do godziny 23, kiedy to musiałam wracać.
Chłopcy są wspaniali. Tacy promienni. Cały czas się śmiałam. Stałam właśnie i ubierałam moje buty, które zdjęłam w trakcie wojny na poduchy, kiedy Nathan zapytał.
- Wracasz na nogach?
- Tak, do mnie jest stąd nie daleko. -uśmiechnęłam się. Chłopak nagle spochmurniał.
- Odprowadzę Cię. -powiedział i zaczął się ubierać.
- Nie musisz, dam sobie radę. -oznajmiłam wstając. Niestety po postawie chłopaka wiedziałam, ze moje sprzeciwy nie zmienią jego decyzji. Chwycił mnie z rękę i razem wyszliśmy na zewnątrz. Po moim ciele przeszedł dreszcz spowodowany niską temperaturą. Na szczęście Nath właśnie zamykał drzwi, więc tego nie widział.
- Prowadź. -uśmiechnął sie do mnie. Odwzajemniłam jego gest i ruszyliśmy do mojego mieszkania. Szliśmy w ciszy. Ludzi, którzy o tej godzinie przebywali na ulicach Londynu, można było na palcach policzyć. Znów przeszedł mnie dreszcz. Chłopak zdjął z siebie bluzę, którą założył przed wyjściem z domu, i nałożył ją na moje ramiona. Chciałam mu ją oddać, ale chłopak powiedział:
- Nie. Mi nie jest potrzebna tak jak tobie. Jeszcze będziesz chora i co? Twoja przyjaciółka dopiero mnie znienawidzi. -zaśmialiśmy się oboje. W trakcie tych kilku godziny opowiedziałam chłopcom dość dużo o Dianie, Ianie i Jasperze.
- Spokojnie. Tak źle nie będzie. Chyba. -powiadomiłam go.
- To mnie pocieszyłaś. -odpowiedział. Reszta drogi minęła nam na rozmowie i żartach.Gdy w końcu znaleźliśmy sie pod drzwiami mojego mieszkania, zapadła cisza.
- Świetnie sie bawiłam. Dziękuje. -powiedziałam oddając mu bluzę.
- Ja też. Musimy to kiedyś powtórzyć. -żadne z nas nie wiedziało co teraz zrobić. Chłopak niepewnie zbliżył się do mnie i przytulił. -Pa. 
- Pa. -uśmiechnął się ostatni raz, apotem zniknął. Po cichu weszłam do mieszkania. Zamknęłam drzwi i skierowałam się do siebie. Gdy już byłam w moim azylu zrzuciłam z siebie ubrania i położyłam się spać. Ten dzień na pewno zapamiętam na długo.

*******************************************************************************
Witam! 
Mam nadzieje, ze rozdział wam sie podoba?
Według mnie może być. 
Jaycee usuwałam sprawdzanie, ale chyba coś mi nie wyszło. 
Ustawie to jeszcze raz. Mam nadzieje, ze teraz tego już nie będzie. ;]
Ciesze sie, że tak na was zadziałało moje opowiadanie. Chodzi mi o racuchy. :D 
Dziękuje bardzo za komentarze!
Juz w następnym rozdziale dowiecie się, co pisało w tym liście! 

Pozdrawiam, Alice in Wonderland †

8 kwietnia 2013

Trzeci

Sue
 
Nie lubię pracować po południu. Mimo iż mogę się wyspać. To właśnie pod czas mojej zmiany jest najwięcej ludzi. Późny obiad, deser, kolacja. Zbliżała się 20. Czyli wyczekiwana godzina zamknięcia. Ostatni klienci właśnie wychodzili. Jeszcze moment, chwila i... Szybko podbiegłam do drzwi i już zamknęła. Zasunęłam rolety i ruszyłam do kuchni. To puste już pomieszczenie było jedynym, w którym nie musiałam sprzątać. Z szafki wyciągnęłam wszystko co było mi potrzebne, założyłam słuchawki na uszy i wzięłam się za sprzątanie sali. Jak już muszę sprzątać, to tylko przy muzyce. Nie zajęło mi to długo, ale wiadomo... Każdy po ciężkim dniu chce jak najszybciej znaleźć się w domu. Gdy po godzinie spędzonej że szmata w ręku, cała restauracja wyglądała dobrze i była gotowa na jutrzejszych gości, w końcu mogłam wrócić do domu. Gdy tylko przekroczyłam próg drzwi usłyszałam krzyk dochodzący z kuchni.
- Chodź tu! Musimy porozmawiać!- moja przyjaciółka najwyraźniej się niecierpliwiła. Gdy tylko weszłam do pomieszczenia, w którym Ian coś pichcił, moja przyjaciółka spiorunowała mnie wzrokiem.
- A tobie nie dość?! W pracy i w domu też?! Nie, że mam coś przeciwko, ale ja Cie czasami nie rozumiem. -usiadłam na krześle. Nasz mistrz kuchni się zaśmiał.
- Muszę, bo moja siostra miała nie przyjemne spotkanie z tostami z Nutellą i ogórkami i musi się pozbyć tego smaku. -oznajmił i wrócił do gotowania podajże rybę.
- Co ona zjadła?! -zapytałam, bo nie wierzyłam w to co usłyszałam. Ian zaśmiał się, a Diana tylko głośno westchnęła.
- Opiekowałam się Harrym i kazał mi zjeść tosty z Nutellą i ogórkami. Były okropne.- dziewczyna skrzywiła się na to wspomnienie,a ja zaczęłam się śmiać jak opętana. Ten dzieciak to ma dopiero pomysły. - Cha cha cha. Bardzo śmieszne, Ty lepiej powiedz dlaczego dzisiaj gdy weszłam do mieszkania ujrzałam Ciebie i Nathana na kanapie śmiejących się? -w pomieszczeniu nagle  zapadła cisza, która przerwał dzwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć!- krzyknęłam i pędem ruszyłam do drzwi. Otworzyłam je i od razu pożałowałam.
- Czy Ty zwariowałaś?! Przecież to mógł być jakiś zboczeniec! I jeszcze nie odbierasz telefonów! -Jasper był wściekły. I to bardzo. Czasami zachowuje się jak mój ojciec, a nie jak przyjaciel.
- Tak, mi także miło Cie widzieć. Wejdź. -zamknęłam za nim drzwi i razem wróciliśmy do rodzeństwa Dixon. Najwyraźniej Ian skończył już gotować, bo na blacie stały 4 talerze z jedzeniem. Każdy wziął dla siebie i bez mojej zgody skierował się do mnie do pokoju. Jak matkę kocham, jeszcze trochę a zamontuje w drzwiach zamek! Dla tego, ze szłam na końcu, musiałam usiąść na podłodze. W moim własnym pokoju nie mogę zając wygodnego miejsca po kilku godzinach pracy!
- Czekamy na wyjaśnienia. -powiedziała Diana przyjmując postawę tej złej.
- No co, byłam w sklepie, zabrakło mi kasy, Nathan mi pożyczył, zaprosiłam go na kawę i jakoś tak wyszło, ze nie zauważyłam, że telefon się rozładował. -powiedziałam i wróciłam do jedzenia ryby z frytkami.
- Ale to nie zmienia faktu, ze to do Ciebie nie podobne! -krzyknął Jasper. - On mógł być gwałcicielem!
- Ale nie jest! Jest gwiazdą muzyczną i zwyczajnym chłopakiem! -krzyknęłam na moich rodziców. Ian był najwyraźniej tym wszystkim znudzony, ale oglądał nas z zaciekawieniem.
- Właśnie! To chyba jeszcze gorzej! Co by się stało, gdyby paparazzi zrobili by wam zdjęcie?! Co byś zrobiła gdyby oskarżyli was o bycie parą?! Zniosłabyś hejterów?! -Diana była już wściekła. Dobrze wiedziała o czym mówi. Spotykała się kiedyś z jakimś muzykiem. Co prawda nie był sławny i szybko o nim zapomniano, ale miał kilkadziesiąt fanek, które obrażały ją cały czas. Z tego co opowiedział mi Ian, bardzo to przeżyła.
- Ale tak się nie stało i nie stanie. A nawet jeśli, to przecież zawsze można wszystko wytłumaczyć. -powiedziałam odkładając talerz na półkę.
- Możemy już skończyć ten temat. Prawdą jest, ze to, że tak szybko się zakolegowali jest dziwne, jeśli chodzi o Sue. A co do tego, że Nathan jest gwiazdą, to przecież nasza mała Moore da sobie rade. -Ian stanął w mojej obronie. -Możemy już oglądać?
- No tak, czego innego można było się po tobie spodziewać. -Diana wzięła wszystkie talerze i zaniosła je do kuchni. My w tym czasie włączyliśmy film, i gdy wróciła wszyscy zaczęliśmy w skupieniu i ciszy oglądać jakiś horror.

 *******************************************************************************
WITAM!
 Nie podoba mi sie ten rozdział.
Mogłam go lepiej napisać. :C
Ale cóż, tak jakoś wyszło. 

Dodałam nową stronę. 
Szablon. 
Dopiero zamówiłam, ale jak wszystko dobrze pójdzie 
to pewnie niebawem pojawi się on na blogu. :D

Dziękuje za wszystkie komentarze. ♥
Są takie wspaniałe, a ja co?
Publikuje to "coś" 
Wstyd mi. :C

Kolejny rozdziała mam już w głowie.
Ale niestety było zebranie... I muszę poprawiać oceny.. 

Postaram się napisać nowy rozdział na czas, a teraz przepraszam jeśli ten post wygląda dziwnie. No to do środy! 

Pozdrawiam, Alice in Wonderland.

27 marca 2013

Pierwszy.

Sue.


Miłość? To użycie którego nigdy nie poznałam. Co innego zauroczenie. To to chyba każdy przeżył przynajmniej raz. Ale miłość to co innego. Większość ludzi poznała to uczucie. Zarówno miłość do kogoś, jak i miłość kogoś. Już pod najmłodszych lat większość ludzi kocha swoich rodziców, rodzeństwo, dziadków... Oni też ich kochają. Ja miałam zupełnie inaczej. Moje życie zawdzięczam gwałtu. Moja matka miała zaledwie 17 lat kiedy przyszłam na świat. Nie chciała mnie, bo przypominałem o czymś, czego nie chciała. O  nim. O tym draniu, który ja skrzywdził. Moje dzieciństwo spędziłam z ludźmi, którzy mieli mnie gdzieś. Jedyną osobą, dla której miałam jakieś znaczenie był Jasper. Oboje nie mieliśmy nikogo. Rozumiemy się bez słów. Jakbym miała spędzić z kimś wieczność, to na pewno wybrałabym jego. 
- Ian proszę Cie! Za pół godziny muszę wychodzić! Pospiesz się!- moje poranne rozmyślenia przerwały krzyki Diany w codziennej bitwie o łazienkę. Wstałam z łóżka i spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 8:24. Rozejrzałam się po moim pokoju. Jest to małe pomieszczenie o białych ścianach. Mieszkanie, które wynajmujemy jest na ostatnim piętrze kamienicy, dlatego sufit jest lekko skośny. Na ścianie ma przeciwko drzwi wejściowych do pokoju wisi mały telewizor, który kupiłam po prawie dwóch latach oszczędzania. Pod nim stoi mała drewniana komoda, w której trzymam bieliznę i inne drobiazgi. Na niej znajdują się dwa obrazy i jakieś drobiazgi. Zaraz koło komody stoi biały fotel, na którym jak zawsze wiszą jakieś ciuchy. Po jego prawej stronie są drzwi balkonowe. Dalej jest niska półka, na której leżą moje książki oraz dwa zdjęcia. Na przeciwko niej stoi jednoosobowe łóżko, na którym często z moimi przyjaciółmi przesiadujemy oglądając jakiś film. Podeszłam do komody i wyciągnęłam z nie świeżą bieliznę. Gdy tylko przekroczyłam próg drzwi do moich uszu dobiegły kolejne krzyki.
- Diana! Przestań się drzeć! Zaraz wychodzę! -teraz to Ian krzyczał na swoją siostrę.
- To się pośpiesz! Za 20 minut muszę być w pracy! - zostawiłam skłócone rodzeństwo i ruszyłam do kuchni. Jest to pomieszczenie, o które Ian, jak na kucharza przystało, dba najbardziej. Ściana, która oddziela salon od kuchni jest zrobiona z cegły i nie pomalowana. Wisi na niej okap, a pod nim stoi kuchenka i szafka. Prz ścianie obok stoi lodówka oraz szafki, które tworzą tak jakby literę U. Na szafkach stoją różne rośliny, przyprawy, naczynia i inne rzeczy potrzebne do gotowania i nie tylko. Przy ścianie równoległej do lodówki stoi komoda rzeczami takimi jak koszule Iana, albumy, płyty... Dalej stał stół, dwa krzesła i taboret. Podeszłam do lodówki i otworzyłam ja. Pustki. Nie licząc mleka, kilku jajek i masła nie było tam nic. No cóż, chyba nie mam wyboru. Muszę zjeść płatki. Przygotowałam wszystko i już po dwóch minutach jadłam śniadanie.
- Siema młoda. Co tam? -dosiadł się do mnie już ubrany Ian.
- Pustki w lodówce. Zrób listę co trzeba kupić to pójdę do sklepu. -oznajmiłam bez większych uczuć.
- Masz kasę, czy Ci pożyczyć? -zapytał robiąc sobie to samo do jedzenia co ja. -A lista wisi już od dwóch dni na lodówce.-dodał.
- Mam, ale nie wiem czy wystarczająco dużo znając Ciebie. -zaśmialiśmy się oboje.
- A co tu tak wesoło? Czyżby sojusz wojenny? -zmierzyła nas wzrokiem moja przyjaciółka, która w błyskawicznym czasie zdążyła się ogarnąć.Ubrana dziś była tak jak zawsze do pracy. Czarna spódnica, biała koszula z krótkim rękawkiem z kołnierzykiem i guzikami. Na to miała już narzucony fartuch. Wszyscy pracujemy w restauracji, która znajduje się na parterze kamienicy. Ian jako kucharz a my jako kelnerki. Dziś to Diana idzie na rano, a ja mogę trochę odpocząć przed pracą. Chodziarz w tym domu to praktycznie nie możliwe. Ian i Diana mają kredyt do spłacenia i oboje próbują jak najwięcej zarobić. A ja po prostu staram się im pomóc i sprzątam całe mieszkanie, robię zakupy.
- Ależ skąd że. -odpowiedział Ian i znów się zaśmiał. Dziewczyna tylko przewróciła oczami. -Dobra chodź, bo się spóźnimy.
- Nie musiałbyś się martwić, gdybyś się pośpieszył w łazience. -oznajmiła Diana, ale chłopak najwidoczniej tego nie słyszał, bo był już przy drzwiach.- Kochanie, idziesz dziś na zakupy?
- Idę, a co? -popatrzałam na nią.
- Podpaski się skończyły. Jak coś to weź trochę kasy ode mnie. Wiesz gdzie jest! - ostatnie zdanie wykrzyczała, bo już biegła do drzwi. Ona tak zawsze. W ostatniej chwili mówi, że coś trzeba kupić. Nie zostało mi nic, jak iść do tego sklepu. Ale najpierw to trzeba się trochę ogarnąć. Pozmywałam naczynia i skierowałam się do łazienki. Podłoga w tym małym pomieszczeniu wyłożona jest panelami z ciemnego drewna. Ściany są do połowy wyłożone kafelkami. Nie licząc ostatniego rzędu, który jest czarny, wszystkie są białe. Reszta ściany pomalowana jest na biało. Na ścianie na przeciwko drzwi jest okno, a zaraz koło niego stoi wanna. Z zewnątrz jest ona czarna, a w środku biała. Zdarzyło się, że po imprezie spaliśmy w niej w czwórkę. I się wyspaliśmy. Ja nie wiem, jak to jest możliwe, ale po alkoholu wszystko da się zrobić. Po prawej jest ubikacja. A po lewej szafka z umywalką oraz lustro. Na środku leży pomarańczowy dywan. Ściągnęłam z siebie piżamę i wzięłam szybki prysznic. Po pięciu minutach stałam już przed szafą na korytarzu szukałam ubrań. Ponieważ nasze mieszkanie jest dość małe, a w moim pokoju nie ma miejsca na szafę, stoi ona na przedpokoju. Jest dość duża, więc wszyscy trzymamy tam ubrania.Wyciągnęłam zwykłe jeansy, którym podwinęłam trochę nogawki, szary sweter zakładany przez głowę i baleriny w kwiaty. Szybko się ubrałam, wzięłam pieniądze, listę zakupów, telefon oraz kluczę i wyszłam uprzednio zamykając drzwi.
Pogada dzisiejszego dnia nie była jakaś wspaniała, było chłodno i wiał wiatr. Nie najgorzej jak na wrzesień. Mimo to na ulicach Londynu była dość dużo ludzi. Ktoś śpieszył się do pracy, ktoś spacerował z psem, zakochani szli trzymając się za ręce... Wszyscy tacy szczęśliwi. Czasami zastanawiam się, co ja robię na tym świecie? Po co się urodziłam? Jeszcze nie wiem, ale wiem, ze się dowiem, bo każdy z nas urodził się po coś.
Nawet się nie zorientowałam, a byłam już przy moim ulubionym sklepie. Tak jak restauracja w której pracuje, znajdował się on na parterze kamienicy. Znam tu praktycznie całą obsługę, w końcu pracowałam tu kiedyś. Weszłam do środka, a dzwonek zawieszony nad drzwiami zabrzęczał. Właścicielka, pani Moore to starsza kobieta, która ma na karku już 70 lat. Zawsze dobrze się dogadywałyśmy, może też dlatego, ze mamy identyczne nazwisko.Prowadzi ten sklep z małą pomocą Samanty, jej wnuczki. Ta młoda dziewczyna, bo zaledwie siedemnastoletnia, pomaga babci jak tylko może. Ma dobre serce i zawsze jak przychodzę na zakupy zatrzymuje m nie i rozmawiamy.
- Sue! -krzyknęła do mnie za jakiś kartonów. Pewnie mieli dostawę.
- Sam! -także wykrzyczałam jej imię i poszłam ją przytulić po drodze biorąc koszyk. Jest to sklep samoobsługowy, bo gdyby było inaczej to jedna ekspedientka nie dałaby rady.
- Jak tam w pracy? Nie tęsknisz za nami? -zaśmiała się.
- Obleci. No i trochę tęsknie, ale tam mam bliżej i trochę lepiej zarabiam. A wiesz jak to jest, liczy się każdy grosz. -puściłam do niej oczko. Ta dziewczyna emanuje taką radością, ze aż szok.
- No tak, co racja to racja. Ale teraz muszę już iść, bo znów dostanę ochrzan, a Ty się pewnie śpieszysz. -przytuliła mnie jeszcze raz i już jej nie było. Pewno jakbym przyszła później, gdy jest więcej ludzi to siedziałaby przy kasie, ale teraz ma trochę luzu i może rozpakować dostawę. Ruszyłam na samotny podbój sklepowych półek. Ser, szynka, majonez, ketchup, Nutella, mleko, masło... Byłam właśnie przy słodyczach i tak wczytałam się w listę, ze nie zauważyłam, ze z naprzeciwka ktoś idzie. Ja, jak to ja, zachwiałam się i prawie upadłam, ale zakapturzona postać w ostatniej chwili mnie złapała. Z koszyka też wszystko ocalało.
- Przepraszam. Nie zauważyłem Cię. -tłumaczył się chłopak w okularach przeciwsłonecznych. Zaczynam sie bać, Kaptur, okulary... Złodziej? Nie na pewno nie.
- Nie to ja przepraszam. I dziękuje za uratowanie mnie i moich zakupów. -uśmiechnęłam się nieśmiało.
- To dobrze. Jeszcze raz przepraszam. -powiedział i najzwyczajniej w świecie poszliśmy oboje w inne strony, jakby to się nigdy nie wydarzyło. Poszłam jeszcze po te podpaski dla Diany i skierowałam się do kasy. Tam oczywiście zaczęłam rozmawiać z Sue spoglądając przy tym na licznik. Zaczęłam się niepokoić, bo cena rosła i rosła.
- 180£.-powiedziała spokojnie Sam pomagając mi przy okazji pakować zakupy siatek. Sprawdziłam ile mam w portfelu.
- Kurcze. Brakuje mi 10£- powiedziałam do niej.
- Wiesz, że nie mogę Ci odpuścić. Musisz coś zostawić. -powiedziała ze smutkiem.
- A nie masz pożyczyć? Oddam Ci. -powiedziałam błagalnym tomem i zrobiłam oczka szczeniaczka. Dziewczyna pokręciła przecząco głową.
- Proszę. Nie musisz oddawać -nieznajomy podał potrzebne mi pieniądze Sam.
- Dziękuje. Na prawdę życie mi ratujesz. Już drugi raz dzisiaj. -powiedziałam biorąc do ręki moje już zakupy. - Mogę Ci się jakoś odwdzięczyć? 
- Niech pomyślę, chyba tak. Dasz się zaprosić na kawę? -zapytał chowając do ręki kilka paczek skittelsów.
- Czemu nie. Ale proponuje, żebyś wpadł do mnie. Nikt nie będzie wydawał pieniędzy.
- Czemu nie, a daleko mieszkasz? -zapytał próbując wziąć jedną z moich toreb. Widząc, ze nie jestem zadowolona z tego powodu dodał. -Daj, pomogę Ci.
- 5 minut drogi stąd. -powiedziałam oddając mu siatkę.
- Więc jak masz na imię? -zapytał kiedy tylko wyszliśmy ze sklepu.
- Sue. Uprzedzam twoje późniejsze pytania. Mam 19 lat, pracuje jako kelnerka, mieszkam z przyjaciółmi, jestem wolna. -uśmiechnęłam się do niego.
- Tego ostatniego ni musiałaś mówić, ale fajnie wiedzieć. -zaśmialiśmy się oboje.
- A Ty? -zapytałam, przecież muszę wiedzieć. Skoro on wie. Nic nie powiedział tylko spuścił głowę.- Coś się stało? Ja chyba Ci trochę więcej powiedziałam. -powiedziałam z udawanymi wyrzutami. Niestety jestem marną aktorką, i już po chwili zaczęłam się śmiać. Chłopak jedynie się uśmiechnął.
- Wolałbym opowiedzieć o sobie, jak będziemy gdzieś sami. -dobra, ogłaszam wszem i wobec, ze na prawdę, zaczynam się bać! Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Gdy tylko otworzyłam drzwi i wpuściłam go do mieszkania zaczął nawijać.
- Po pierwsze, gdzie mam to postawić? -wskazał głową na reklamówki. -Po drugie, to nie chciałem rozmawiać na ulicy, bo nie chciałem, zęby ktoś nas usłyszał.  
- Reklamówki do kuchni, ciuchy połóż na kanapie w salonie. -pokazałam na pokój o białych ścianach. W tym domu chyba każde są takie, ale nie jestem pewna. W owym pomieszczeniu są trzy okna, które dają bardzo dużo światła. Na środku stoi kanapa, na której jest dużo poduszek. Przed nią stoi pełniąca role stolika tak samo biała jak sofa pufa. Na ścianie za kanapą są półki z różnymi rzeczami. Pod nimi stoi czarny fotel. Koło przejścia do kuchni stoi lampa. Ruszyłam do świątyni Iana. Tajemniczy chłopak dołączył do mnie i dopiero kiedy ujrzałam jego twarz, zrozumiałam jego zachowanie. 


*******************************************************************************
Powiedziałam sobie, że będę publikować co poniedziałek, ale kurcze jestem bardzo szczęśliwa i się przełamałam. xD
Postanowiłam, że jednak będę publikować co środę. :D
Mam nadzieje, że rozdział się wam podoba. ;]
Ja jestem z niego zadowolona. I muszę powiedzieć, iż mimo, że nie miałam większego pomysłu na tego bloga, to już mam zaczęty drugi rozdział i pomysł na kolejne!
Bardzo dziękuje za komentarze!
  
Pozdrawiam, Alice in Wonderland.