Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Diana. Pokaż wszystkie posty

9 listopada 2013

Ósmy

  Diana

Deszcz. Kto by pomyślał, że potrafi tak zdołować. Przypomnieć o tym wszystkim, o czym chcemy zapomnieć. Ale deszcz ma też swoje dobre strony. Przypomina o tych dobrych chwilach. I jak go tu nienawidzić? Jak go kochać? Skoro rani, i leczy.
  Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Siedziałam w pokoju, który kiedyś należał do mnie. Niegdyś pełen mebli i ozdób, dziś pusty. Okna są otwarte. Deszcz wpada do środka. Firanki fruwają. A ja siedzę. I kołysze się. W końcu, co mi pozostało?
  Z rozmyśleń wyrwała mnie piosenka P!nk - F**kin' Perfect, którą miałam ustawioną jako dzwonek. Wytarłam dłonią twarz i podniosłam komórkę. To Sue, ale z jakiego powodu dzwoni o 2 w nocy? Przeraziłam się.
  - Sue? Coś się stało? - od razu się odezwałam. W tle było słychać rozmowę oraz śmiech. Uspokoiło mnie to trochę.
- Nic się nie stało. Po prostu założyłam się z... -przerwały jej krzyki. Czy ona jest pijana?! Chyba tak. Boże... - Zapomnij o ostatnim zdaniu, które powiedziałam. Dobrze? 
- Dobrze.
- W takim razie słuchaj uważnie. - zaczęła się śmiać. Ja zresztą też. - Co to ja miałam powiedzieć Tom? - jej ton głosu sprawił, ze zaczęłam się śmiać. Żałuje, że mnie tam nie ma. Sue po pijaku jest niesamowita. - Czemu się śmiejesz? 
- Sue, posłuchaj. Nie wiem, co chcesz mi powiedzieć, zresztą ty najwyraźniej też tego nie wiesz. Jutro powinniśmy wrócić do domu, więc wracaj do mieszkania i połóż się spać.
- Dobrze mamusiu. - czułam, ze mówiąc to przewróciła oczami. Rozłączyłam się i wytarłam łzy. Byłam mile zaskoczona, bo czułam, że to łzy szczęścia, a nie smutku.
  Podniosłam się, rękami wytarłam ubrania, sama nie wiem z czego, i zeszłam na dół do brata. Tak jak myślałam znalazłam go przy piecu. On czasami jest bardziej kobiecy od większości dziewczyn.
- Jak było na odczytywaniu testamentu? - tak, nie byłam na na odczytywaniu ostatniej woli rodziców. Za bardzo się bałam.
- Firma ojca jest teraz moja. -powiedział bez emocji. Ian nigdy nie chciał przejmować biznesu ojca. Szczerze, to nie jestem pewna czym zajmuje się Dixon Corporation. Taka ze mnie córka. - Ty dostałaś ten dom i rzeczy matki.
 - Nie chce go. - od razu zaprotestowałam. Usiadłam na stołku i wzięłam jedno z jabłek leżących w koszyku. Podrzuciłam je kilka razy i ugryzłam. Normalnie pycha...
  - Nie myte. - odparł mój brat nawet się nie odwracając. Normalnie doznałam szoku... Jakim cudem, on wiedział, że zaczęłam jeść to jabłko?! Przecież stoi do mnie plecami.
- I co? Wody z kranu pić nie wolno, ale jabłko można pod nią umyć. - wzruszyłam ramionami i kontynuowałam jedzenie tego pysznego owocka. Ian tylko się zaśmiał. - Dzwoniła Sue. Jest pijana.
  - Sue jest pijana?! Jaka szkoda, że mnie tam nie ma. Nagrałbym film, tak jak zawsze. I pewnie oglądalibyśmy go codziennie, ażby nam się znudziła. Tak jak zawsze. - tu nastąpiło długie westchnięcie oraz mój śmiech.
- Niestety, ale będziesz musiał ją chyba upić jak wrócimy, bo wątpię żeby teraz były jakieś dowody na to, że Sue była pijana. - wyrzuciłam ogryzek do kosza i podeszłam do mojego brata. - To co dziś jemy?

~*~

  Śnił mi się dom nad jeziorem. Na jednym z krzeseł przed domem siedziała jakaś dziewczyna. Z dala wyglądała jak ja. Nagle podchodzi do niej chłopak. Jest zamazany, ale dokładnie widać, że siada koło dziewczyny, przytula ją, całuje...
  Coś mną potrząsnęło, brutalnie wyrywając mnie ze snu. Jęknęłam niezadowolona i powoli otworzyłam oczy. Przed mną ujrzałam Iana. 
  - Wstawaj siostruniu, jesteśmy w domu. - upewnił się, że już się obudziłam i chwycił jedno duże pudło z rzeczami rodziców. Przeciągnęłam się, odpięłam pas, zamknęłam drzwi i wzięłam drugie pudło. 
  Gdy otworzyłam drzwi doznaliśmy szoku. Po przedpokoju walały się ciuchy. Co dziwne, były to ciuchy moje i Iana. Postawiłam pudło i ruszyłam w stronę salonu, aby sprawdzić stan tego pomieszczenia. 
  Tutaj moja reakcja była inna. 3 chłopaków, jeden z lokami, drugi podobny do indianina i 3 mega seksowny, leżeli jeden na drugim. Ledwo opanowałam wybuch śmiechu. Niestety Ian nie umiał się pohamować, i wszyscy spadli z kanapy. Teraz to i ja zaczęłam się śmiać.
  - Yyyy... Hej. - powiedział ten przystojny wstając. Był zawstydzony. Widać to po tym, iż pocierał swój kark i patrzał na wszystko, tylko nie na nas.
  - Witam. - powiedział Ian nadal się śmiejąc i skierował swój tyłek w stronę kuchni, czyli tam, gdzie jego miejsce. Oby zrobił coś do jedzenia.
  Moim kolejnym celem była łazienka. Tym razem nie w celu sprawdzenia jej stanu. Gdy tylko otworzyłam drzwi z moich ust wydostał się krzyk. Nie mogłam się ruszyć. W wannie leżał nagi mężczyzna.
  - Co się stało? - do łazienki wpadł mój brat, a zaraz za nim pojawiło się 3 chłopaków z salonu. Pewnie z powodu moich krzyków oraz śmiechu chłopaków obiekt mojego szoku obudził się i zawstydzony szukał czegoś do okrycia. Jednak nie był nagi. Miał bokserki. Odetchnęłam z ulgą.
  - Co się dzieje? -zapytała zaspana Sue. Dziewczyna była w męskiej koszulce. Oj... To sobie porozmawiamy. Gdy tylko stanęła koło nas i zobaczyła łysego chłopaka, który właśnie zakładał jej szlafrok, parsknęła śmiechem. - Poznajcie Maxa.
  Bez słowa odwróciłam się na pięcie i poszłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie. Odetchnęłam głęboko.
  - Dom wariatów. - podeszłam do szafy i zaczęłam się zastanawiać, w co ja mogę się ubrać? Wybrałam białą koszulkę na ramiączkach z napisem I love to love, który umieszczony był w ustach. Do tego czarne legginsy oraz tego samego koloru baleriny. Włosy związałam w koka. Gotowa poszłam po pudło rzeczami rodziców. Teraz trzeba tylko rozpakować to wszystko...
  - Pomóc ci? - usłyszałam głos za moimi plecami. Odwróciłam się i ujrzałam Maxa. - Może tak zrekompensuje się za tą akcje z wanną.
  - Dobrze. - podałam mu cięższe pudło i skierowałam się do salonu. Co prawda nie było to bardzo trudne zadanie, ale i tak podziękowałam łysemu chłopakowi. Poszliśmy do kuchni.
  - No, to teraz chciałbym się dowiedzieć, co takiego się tu stało. - przemówił Ian w trakcie podawania każdemu kubka z kawą.
  - To nudna historia. - szybko powiedziała Sue. Każdy spojrzał na nią podejrzliwie. Ian zaśmiał się na tą odpowiedź.
  - Kochaniutka, przecież imprezy z tobą nie mogą być nudne. Nie wiem co się wczoraj działo, ale już żałuje, że nie było mnie tam z kamera. Byłby kolejny film do kolekcji. - dziewczyna zalała się rumieńcem.
  - Macie filmy z Sue po pijaku?! - podniecił się ten ładny. Tom. Uśmiechnęłam się pod nosem.
  - Żeby to tylko kilka. Na moim laptopie połowa zajętej pamięci to same filmy. - powiedziałam, a dziewczyna spiorunowała mnie wzrokiem. Zapewne już leżałabym martwa, gdyby tylko śmierć przez pełne gniewu spojrzenie byłaby możliwa.
  - Trzeba to zobaczyć! - podniecił się lokowaty, a Max zaśmiał się głośno.
  - No to gdzie masz tego laptopa? 

 *******************************************************************************
Możecie mnie zabić za tak długą zwłokę. 
Niestety nic na to nie poradzicie. 
Przepraszam. 
Do następnego. 
xoxo

17 kwietnia 2013

Czwarty

Diana
Dziś niedziela. To mój ulubiony dzień tygodnia.W dodatku obie z Sue mamy wolne. Cud, a raczej nowa kelnerka. Siostrzenica państwa Swann. Pierwszy dzień w pracy, a ona już musi się użerać z Olivią. Biedactwo. W sumie, to Ian też ma dziś wolne. Koniec świata! Wszyscy mamy dziś wolne! Rzadko kiedy zdarza się coś takiego. Przeważnie to tylko jedno ma wolne, a drugie jak już, to dzień po pierwszym. Siedzimy teraz wszyscy u Sue w pokoju i zaczynamy oglądać trzecią część Piratów z Karaibów. Wszyscy jesteśmy wielkimi
fanami tego typu filmów. Zbliżała się 14, więc pewnie za niedługo zrobimy sobie przerwę i pójdziemy coś zjeść. Potem wrócimy, skończymy oglądać przygody mojego ulubionego kapitana i weźmiemy się za Władce Pierścieni.W momencie, kiedy Barbossa, Will, Elizabhet i reszta płyną ratować Jacka, telefon Sue zaczął dzwonić. Dziewczyna spojrzała na wyświetlacz, uśmiechnęła się i wyszła. Jasper dziwnie się na nią spojrzał, ale już po chwili znów zapomniał o całym świecie i zaczął oglądać. Wracając do tematu Willa. Czy tylko ja uważam, ze Orlando Bloom wygląda mega sexownie w tej roli? Zresztą jako Legolass też. Ja się pytam, czemu nie znam żadnego tak przystojnego faceta, jak Orlando Bloom, Johnny Depp lub George Clooney? Czemu?! Moje użalanie się nad własnym losem przerwała Sue, która gwałtownie otworzyła drzwi.
- Idę do Nathana na obiad. Nie wiem kiedy wrócę. Nic mi nie będzie.-oznajmiła szybko i wyszła. Nie wiem co się stało Jasperowi, ale chłopak jeszcze szybciej niż dziewczyna pobiegł za nią. Spojrzałam na Iana, który tak jak ja nie wiedział o co chodzi. Gdy tylko usłyszeliśmy krzyki oboje zerwaliśmy się i dołączyliśmy do naszych gołąbeczków. 
- Sue! Nigdzie nie idziesz! Nie pozwalam Ci! -wrzeszczał na dziewczynę Black. 
- Nie jesteś moją matką! Nie masz  prawa mi rozkazywać! Zresztą nawet go nie znasz! -odgryzła sie Morre. Ona powiedziała do niego "matką"? Nie powinno być ojcem? Dobra, nie wnikam.
- Proszę państwa, Sue Morre wychodzi na prowadzenie. -szepnął mi do ucha Ian. Cicho sie zaśmiałam. On zawsze sobie ze wszystkiego żartuje. Taki już jest. Na szczęście. I nieszczęście. Oh, już sama nie wiem, czy to jego wada, czy zaleta.
- Ale jestem twoim przyjacielem i sie o Ciebie martwię! -Jasper znów się odezwał.
- Wypchaj się. -odpowiedziała mu Sue i wyszła trzaskając drzwiami. Jasper zacisnął dłoń w pięść. Chłopak jest bardzo porywczy i kiedyś, po kłótni z Sue, rozbił mój ulubiony wazon. Tak na niego nakrzyczałam, ze bał się do nasz przyjść przez dwa tygodnie. 
- Przesadziłeś stary. Przesadziłeś. Nie mogłeś się opanować? - zapytał go Ian. Widziałam po minie mojego brata, ze jeszcze trochę i wybuchnie śmiechem. Nie, Ian Dixon nie potrafi być poważny. On nie zna takiego słowa jak powaga. Jasper spojrzał na niego gniewnie. - Dobra. Kto jest głodny? Zrobię coś do jedzenia. -zapytał i sam sobie odpowiedział. Cały on. 
- Ja już pójdę do siebie. Siema. -takim oto sposobem zostałam sama. Moja przyjaciółka poszła na spotkanie z gwiazdorem, mój brat wrócił do swojej ukochanej kuchni, nawet Jasper sobie polazł. Postanowiłam dołączyć do jedzeniodawcy. Gdy tylko stanęłam koło mojego brata, poczułam wspaniały zapach. Racuchy. Ian często przygotowuje różne rzeczy wcześniej. - Chyba będziemy musieli zjeść wszystkie sami. - odezwał się. 
- Och, jaka szkoda.-powiedziałam smutnym głosem.- Jakoś mi to nie przeszkadza. 
- Jesz więcej ode mnie, a jesteś chuda jak patyczak. Jak Ty to robisz?! - zaśmiał się Ian w, trakcie nakładania na talerz mojego obiadu. Zachichotałam w odpowiedzi na jego pytanie. - Smacznego 
- Dziękuję. - podziwiałam mu i usiadłam na krześle przy blacie. On coś jeszcze do mnie mówił, ale te racuchy... Cudo!! Takie puszyste. W dodatku Ian dodał brzoskwinie. Jejciu... Niebo w gębie. Raj na ziemi. I.... Dobra inne określenia nie przychodzą mi do głowy.  Ale normalnie bomba! A nie, jednak jakieś jeszcze sie znalazło. 
- Diano Elenor Dixon! Czy Ty mnie w ogóle słuchasz?!?! - Ian tak na mnie wrzasnął, ze aż podskoczyłam. Czy on połknął jakiś megafon, że jest taki głośny? To już chyba na zawsze pozostanie tajemnicą.
- Nie. Zachwycam się tymi wspaniałymi racuchami. -odpowiedziałam mu całkiem poważnie i wróciłam do jedzenia. On tylko zrobił tak zwanego face palma. 
- Jak to możliwe, ze jesteś moja siostrą? -zapytał uważnie mi sie przyglądając. 
- To chyba przez geny braciszku. -uśmiechnęłam się do niego szeroko i wstawiłam talerz do zlewu. Już chciałam wrócić oglądać, kiedy Ian musiał mnie zatrzymać. 
- O nie moja panno! Dziś Ty zmywasz! -chłopak wcisnął mi do ręki jakąś szmatkę i poleciał do pokoju Sue.
- Tylko nie oglądaj beze mnie! -wrzasnęłam za nim i zaczęłam zmywać. Musiałam się śpieszyć, jeśli chciałam dalej oglądać. Ian jest bardzo niecierpliwy. Szybko uwinęłam się z robotą i wróciłam do mojego brata, który o dziwo czytał coś na przedpokoju. Chyba jakiś list. Nie miał za wesołej miny. Stanęłam za nim i spojrzałam przez jego ramię na kawałek papieru. 
- Co tu masz? -zapytałam. Nie spodziewałam się, że to co jest tam napisane, tak zepsuje mi humor. 

*******************************************************************************
Jak ja lubię takie zakończenia! 
Znaczy tylko u siebie. :D 
Na wyjaśnienie poczekacie sobie jeszcze trochę, 
bo kolejny rozdział będzie opisywał spotkanie Sue i Nathana.
Rozdział zaczełam pisać dwa dni temu i kończyłam dzis. 
BRAK CZASU!
Więc nie zdziwcie się, jeśli za tydzień rozdział się opóźni.
Chociaż nie, testy gimnazjalne są za tydzień?
No tak, czyli mam trochę wolnego. :D 
Ale zapewne pójdę na dwór i pewnie będę się tez musiała uczyć. ;/
I jeszcze inne blogi.. 
Oesu. 
Ja chcę wakacje! 
Dobra, kończę. 
Prosze jeszcze o komentarzę.
I bardzo dziękuje za te pod poprzednim rozdziałem. ♥

Alice in Wonderland †

3 kwietnia 2013

Drugi

Diana.

Zbliżała się 15, jestem głodna i zmęczona. Mam dość tej pracy, na szczęście za niedługo kończę. W restauracji jest tylko jakaś para, więc jedyne co mogę robić, to nudzić się. Oczywiście mogę jeszcze posprzątać, pogadać z moim bratem i Olivia, dziewczyna która też tu pracuje i podrywa mojego brata. Tylko jest jeden problem. Jestem bardzo leniwa.Moje rozmyślania o niczym przetrwały mi wibracje w kieszeni. Szybko wyciągnęłam telefon i odebrałam nie patrząc nawet na to kto dzwoni.
- Halo.
- Diana! Od dwudziestu minut dzwonię do Sue i nic! Nie odbiera! - usłyszałam spanikowany głos Jaspera. Zdarza się, że się zastanawiam, czy on czasem nie jest babą.
- Spokojnie, zaraz powinna przyjść mnie zmienić. Jak się nie pojawi pójdę sprawdzić co się z nią dzieje. -chłopak jeszcze coś mówił, ale ja go już nie słuchałam tylko się rozłączyłam. Odczekałam te kilka minut do piętnastej z nadzieją, ze moja przyjaciółka przyjdzie wcześniej, ale nic. Poszłam do kuchni.
- Sue nie ma. Nie odbiera telefonów. Idę sprawdzić co z nią. -powiedziałam do mojego brata, który coś pichcił i Olivi, która cały czas nawijała. Znam Iana i wiem, ze ona wcale mu się nie podoba. Ba, powiem więcej, on jej nie lubi. Jak każdy. Ruszyłam schodami do naszego mieszkania. Nacisnęłam na klamkę i z ulga stwierdziłam, ze drzwi są otwarte.
- Sue! Cholera co ty telefon do rzeki wrzuciłaś, że nie odbierasz od Jaspera?! -zaczęłam krzyczeć wchodząc do salonu, bo właśnie z tego pomieszczenia słyszałam jakieś śmiechy. To co tam ujrzałam przeszło moje najmniejsze oczekiwania. Moja przyjaciółka leżała na kanapie łaskotana przez Nathana Sykesa z The Wanted!
- Zamknij gębę, bo Ci mucha wleci. -powiedziała do mnie Sue i znów zaczęła się śmiać. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że moja szczęka praktycznie leży na podłodze. Szybko zamknęłam usta.
- Po pierwsze, co z twoim telefonem? -zaczęłam przesłuchanie.
- Rozładował się, a ja straciłam poczucie czasu. Przepraszam.- stanęła koło mnie i zrobiła smutną minkę. Przewróciłam tylko oczami.
- Ogarnij się i zadzwoń do Jaspera, bo za chwilę będzie dzwonił na policje, do szpitali i nie wiadomo gdzie jeszcze.- powiedziałam podchodząc do szatyna, który przyglądał nam się z boku.Podałam mu rękę na przywitanie.- Diana Dixon. Miło poznać.
- Nathan Sykes. Mi również. -powiedział uśmiechając się do mnie. - Ja już będę się zbierać.
- Szkoda, ale jakby co, to zadzwoń. Spotkamy się, pogadamy. -odpowiedziała mu Sue. Ej, czy mi się wydaje, czy oni zachowują się jakby znali się całe życie?
- Jasne. - jedyne co usłyszałam z ich dalszej rozmowy pod czas drogi do drzwi. Byłam zmęczona, śpiąca i brudna. Normalnie cudownie. Ruszyłam do mojego pokoju. To średniej wielkości pomieszczenie utrzymane jest w różnych odcieniach fioletu. Tak jak kuchnia jest królestwem Iana, tak to pomieszczenie to mój azyl. Sufit oraz ściana na której jest więcej okien są jasnofioletowe, natomiast pozostałe są ciemnofioletowe. Podłoga jest wyłożona jasnymi panelami. Po prawej od drzwi stoi łóżko z ciemnego drewna z baldachimem. Aktualnie leży na nim ciemnofioletowa pościel. Na przeciwko łóżka stoi lustro, a obok niego jasny fotel. W rogu stoi manekin, koło niego zaś jest toaletka. Zaraz obok jest pufa w fioletowo-białe wzorki. Na ścianie po lewej od drzwi po przywieszanie są zdjęcia, pocztówki i różne inne rzeczy. Po całym pomieszczeniu porozrzucane są moje buty, jakieś kartki. Ogólnie panuje tu bałagan. Z komody, która stoi koło drzwi wyciągnęłam świeżą bieliznę i ruszyłam do łazienki. Gdy tylko wyszłam z pokoju usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. To oznacza jedno. Sue już nie ma.Nalałam wody do wanny, włączyłam muzykę na telefonie i zanurzyłam się w cieplutkiej wodzie. To jest to, czego mi trzeba. Niestety
zawsze w takich momentach musi zadzwonić mój telefon. Na prawdę, jeszcze trochę i całkowicie zrezygnuje z tego przeklętego urządzenia.
- Słucham.
- Diana! Kochanie Ty moje, mam prośbę. -usłyszałam piskliwy głos Elizabeth Swann. Jest to kobieta, która mieszka w naszej kamienicy. Pracuje w jakiejś korporacji.  Żona Antoniego Swanna, mojego szefa oraz matka dziewięcioletniego Harrego, którym często się opiekuje.- Dostałam nagłe wezwanie i muszę zostać jeszcze w pracy, a moja siostra tez musi już iść. Mogłabyś zająć się Harrym do 20?
- Oczywiście, zaraz pójdę zmienić pani siostrę.-powiedziałam najmilszym głosem jakim potrafiłam.
- Dziękuje. Jesteś wspaniała.-powiedziała i się rozłączyła. Ten świat mnie chyba nienawidzi. Nie zostało mi nic, jak iść tam i zająć się tym diabłem wcielonym.

                     PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ            MIESZKANIE PAŃSTWA SWANN                         


Siedziałam właśnie na kanapie razem z Harrym. Oglądaliśmy jakieś bajki. Mnie to nie interesuje, ale cóż.
- Głodny jestem. -oznajmił chłopak i skierował się do kuchni. Z wielką niechęcią wstałam z wygodnej kanapy i ruszyłam za nim. Gdy weszłam do pomieszczenia zauważyłam, ze małolat stoi z głową w lodówce.
- Na co masz ochotę? Może tosty?
- Okej, ale ja chcę z Nutellą i ogórkami.- ogłaszam wszem i wobec, iż osobnik gatunku ludzkiego zwany Harry Małolat Swann jest najdziwniejszym dzieciakiem jakiego poznałam. Z szafki wyciągnęłam toster i podłączam go do prądu. Przygotowałam wszystko i już po chwili tosty były gotowe.
- Smacznego.- położyłam talerz przed Harrym. Chłopak wziął do ręki jedzenie, obejrzał je dokładnie i ugryzł, po czym wypluł na stół to, co przed chwilą było w jego ustach.
- Nie smakuje mi. Ty to zjedz, albo powiem rodzicom, że chciałaś mnie otruć. - już drugi raz tego dnia moja szczęka leży na ziemi. Udusiła bym tego bachora, ale jakoś perspektywa siedzenie kilu lat w więzieniu nie jest zachęcająca. Spojrzałam na niego, a on tylko głupi się uśmiechnął i podsunął mi talerz po nos.
- Czemu jak Sue się tobą opiekuję to nie wyciągasz jej takich numerów? - powiedziałam patrząc na niego podejrzliwie jedząc przy tym to coś.
- Nie twój interes! - krzyknął na mnie. - Lepiej jedz.
 - Moment, Tu się w niej zakochałeś! - podniosłam głos zadowolona, że się domyślam. Małolat chyba już dobrze wie, że ze mną nie wygra i spuścił głowę. Z powodu mojej euforii wzięłam dość duży gruz tosta, co skutkowało moim zadławieniem się.- Te tosty są okropne.
- Co nie? Prawdę mówiąc, współczuje Ci, że musisz je jeść, ale tak troszeczkę. -zaśmialiśmy się oboje.
- Dzięki, chyba. - resztę wieczoru spędziliśmy w dość miłej atmosferze. Oczywiście nie odbyło się bez żartów małego geniusza. Ja na prawdę nie wiem, czy on jest jakimś kosmita, że jest taki mądry mimo swojego młodego wieku, czy może właśnie opiekuję się potomkiem Einsteina? Tego to ja się chyba nigdy nie dowiem, ale wiem, że ten dzień mogę zaliczyć do tych, w których dzieje się dużo rzeczy. Nie koniecznie złych rzeczy. 

*******************************************************************************
 Hejo!!
 Dodałam trochę wiecej obrazków do tego rozdziału. 
Chyba będę starać się dodawać ich jak najwięcej. xD

Dziękuje za komentarze.
Mam nadzieje, że chociaż troszeczkę was zaskoczyłam z tym, że ten tajemniczy chłopak, to Nathan. :C
Ja to bym się pewnie domyśliła. xD

Jaycee twój długaśny komentarz zmotywował mnie do pisania. xD 
Zresztą jak każdy, ale twój był taki długiii...
*O*
Szkoda, ze ja nie umiem pisać takich długich. :C 

Mam jeszcze jedną prośbę, możecie zagłosować w ankietach? 
Z góry dziękuje. ♥

Dobra!  Kończę i idę się uczyć, jeśli to co robię można nazwać nauką. xD

Pozdrawiam, Alice in Wonderland.